na pochyłych śladach
twoich stóp łaszę się
i wyginam
zawisam grzbietem
męskim swetrem otulona
gryzę i poluję
na dziury w kieszeni
wypełniam wszystko
ciepłem domowego mleka
więcej miękkiego
w sobie nie mam
Zostają tylko pazury
Gdy każesz leżeć
Brzuchem do góry
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz