poniedziałek, 7 czerwca 2021

Puch

powoli zaczął opadać z piersi

zrobiło się zimno

to alergia na przeszłość

pozostałości skrzydeł 

każą jej kichać

wtedy gdy była Leą 

tańcząc taniec łabędzi

solistka baletu jednej nogi

została w tej pozie 

w wiecznym staraniu

chwytając równowagę 

ciągle ćwiczy piruety


Dom mąż dzieci dom mąż dzieci

Jeszcze jedno salto jeszcze jeden skok w bok


wychyli się do przodu  ponad siebie

Pokona bariery 

wzbije do gwiazd

Coraz wyżej byleby tutaj

znowu nie upaść

dzięki trenerowi  coachowi 

teleporadzie tym razem uda się


Na tą planetę i w tą Ziemię 

nie uderzyć bosą stopą

Zanurzając w wodzie płodowej 

niepamięcią jak matka 

która chce dziecku  wieczność dać


pozostałość po Achillesie 

objawia się ciągłym katarem 

na wszystkie pyłki i cząstki atomów 

pozostałe z Wielkiego Wybuchu 

początek czasu i pramateria

alergizują życie

 

wiecznym rytmem kichania

na zdrowie którego brak 

Odmierza o śmierci

przypominający ciągle czas

Tylko pięty bolą

to w nie wszystko poszło 

przypadkiem i tak











Słychać

donośny huk

wzlotów nie widać

zakrzywienie czasu

dla Atlasa


kula ziemska

robi się zbyt ciężka


wytrzyma czy nie

czy tym razem

ktoś posprząta w końcu

tę stajnię Augiasza

czy naszą


Wojny

Wojny na miecze

mądrości mistrza Yedi

W kolorowym skafandrze

argonauty

Zabawa w piaskownicy

wyliczanek z dni piasku

Co było to będzie

co będzie to było

Nic nie ubyło

nic nie przybędzie

Powtarzają dzieci

pilnie strzeżone przez matki

Atenę bolą ręce

Waga skrzywiła się

nieznacznie od piór

Już Ikar zauważył

że są zbyt ciężkie


Toasty

Toasty winnych Panów

za drapieżne dzikie żądze


Gorsety dla syren

peruki w platynowym blondzie


Zbroje rycerskie dla skrzydlatej 

czarnej husarii niebiańskiej


A i tak zostaje

wszystko bez zmian





To tylko tęcza

trzymana w ręku Azazela

dumny ogon

pawiego  anioła Malika

feria barw 

w kalejdoskopie pryzmatu

obserwowanego

przez zmrużone 

Wszystkowiedzące Oko

Wybudowano

o jedną piramidę za dużo

miała triumfalnie

odbijać kształty

jak w zwierciadle


stała się latarnią

podróżujących w wieloświatach

zapomnienia


jedyny drogowskaz

dla spadających 

tu na Ziemię


wydziobujących sobie

wzajemnie ostatnie

kępki piór


ze skrzydeł niepamięci

pitagorejskich wzorów

Może

będziemy tworzyć

Nowe

uskrzydlone stwory

z głową Anubisa


Przyszłość w rękach Mat


na szachownicy przeciwieństw

pochłaniania światła

dwóch wiecznie 

walczących kolorów



Zniekształcił pragnienia


Bezkonfliktowości pokoleń

wspanialszego świata


A przecież gdzieś rosło

to jedyne drzewo


Garudy i sfinksy

tańczyły na wietrze


Zbyt dużo wody

i zapowietrzenia płuc


Bezustannie w Się

wszystko przeobraża


Wiecznym tańcem

zniszczenia 

kolejnych pokoleń


Nastąpiły kolejne wojny

Może to wina tamtej gałązki

w dziobie ptaka

że nie przyniósł jej

z odpowiedniego drzewa


po opuszczeniu Arki

 

Nie z tego gaju oliwnego

Getsemani wolny wybór

Nowe drogi 

zawsze wskazują krzyże 


Tęczy już nie będzie



Ściana

Ściana dalej płacze

chodzą wokół kamienia

Zasłona sztywno oddziela

oba sklepienia

Kubiczne kształty

wyszły z mody

po gołąbku

Picassa

Nadczłowiek

Nadczłowiek wykrzyczał

panowanie w Jam Jest

Przesłonił światło

wiecznie kradnącego ogień

W meteorycie wypatrują

kolejnej gwiazdy

Nastania armagedonu

i nowego Jeruzalem


Za mało aniołów

Bez głów

Pospadało z nieba


Ucichły płacze

Z ikon powypadały sęki


Krzyże powykręcały się

Na kształt pierwotnych swastyk


Na gałęziach pousiadały

Dawne Hesperydy


Tułaczą się po wierzbach

Polnych rozmokłych drogach


Samotne ręce bez rzeźb

Z greckich amfilad


Wyciągają z traw

Grające świerszcze


To nic ta cisza to tylko

Zmierzch Bogów